
Wyruszyliśmy bladym świtem 27 maja. Sprawnie zapakowaliśmy dobytek i ruszyliśmy ku przygodzie. Droga upłynęła szybko i w doskonałej atmosferze. Do pierwszego punktu wycieczki, czyli do Karłowa, dotarliśmy przed południem i tu rozpoczęła się prawdziwa wyprawa uwieńczona zdobyciem najwyższego szczytu Gór Stołowych – Szczelińca Wielkiego. Widoki po drodze zapierały dech w piersiach, a spacer szlakiem pełen był zaskakujących zaułków – gdzie podobno kryją się duchy gór, wąskich przejść, niezwykłych kształtów uformowanych przez naturę i zaklętych w formach skalnych. Pracowały zatem i mięśnie, i wyobraźnia. Kolejny punkt programu – Kaplica Czaszek – przyniósł chwilę refleksji i przeniósł nas w odległe, dawne czasy. Po dniu pełnym wrażeń trzeba było nieco odpocząć. Po przyjeździe do pensjonatu w Zieleńcu, zjedliśmy kolację i przyszedł czas na regenerację nadwątlonych sił. Cisza nocna nadeszła zdecydowanie zbyt szybko, więc trzeba było nieco wydłużyć czas przed snem, aby opowieści i wrażenia minionego dnia mogły wybrzmieć i powrócić w formie barwnych wspomnień.
Jednak rozsądek podpowiadał, że wyspać się trzeba przed kolejnym intensywnym dniem – zatem o 22.30 pensjonat pogrążył się w ciszy.
Wczesnym rankiem kolejnego dnia wszyscy punktualnie stawili się na śniadaniu, po którym wystartowaliśmy w kierunku Pragi. Już na parkingu w Zieleńcu powitał nas przewodnik – pan Piotr, który zwrócił się do nas śpiewnym zawołaniem „moje, moje Ptysie” – czym zdecydowanie ujął wszystkich wycieczkowiczów. Kiedy dotarliśmy do Pragi, Pan Piotr barwnie opowiadał o tym mieście, jego historii i tajemnicach. Pokazywał nam najpiękniejsze miejsca w Pradze. Widzieliśmy zmianę warty honorowej na Zamku Praskim, odwiedziliśmy Katedrę św. Wita, Most Karola, wspaniałe punkty widokowe, Praski Orloj i wiele niezwykłych, ciekawych miejsc. Od różnorodności zabytków, skwerów, rzeźb i fontann aż kręciło się w głowie. Na koniec, omijając korki i przeszkody, praskim metrem dotarliśmy do naszego autobusu, który czekał na nas na obrzeżach miasta. Do pensjonatu wróciliśmy około godziny 20 – zmęczeni, ale zadowoleni.
Ostatni dzień rozpoczął się od wizyty w Twierdzy Kłodzko. Mieliśmy okazję zwiedzać „Podziemny labirynt”, czyli chodniki kontrminowe.
To było prawdziwe wyzwanie. Chwilami przejścia były naprawdę ciasne, ale poradziliśmy sobie ze wszystkimi trudnościami. Obejrzeliśmy Kłodzko i piękne okolice z punktu widokowego, górującego nad miastem, a zwieńczeniem zwiedzania było obejrzenie czołgu – takiego samego, jak ten z „Czterech pancernych”. Z Kłodzka udaliśmy się do położonej nieopodal kopalni złota w Złotym Stoku. Poznaliśmy historię tego niezwykłego miejsca, wypatrywaliśmy złotego krasnala, podziwialiśmy podziemny wodospad i jechaliśmy górniczą kolejką po dawnych chodnikach kopalni.
Wielu na pamiątkę zakupiło sobie… sztabkę złota.
Zaopatrzeni w błyskotki, prawie szczerozłote, wyruszyliśmy w drogę powrotną do domu.
To były fantastyczne trzy dni pełne wrażeń, śmiechu, rozmów i bycia razem.
Ahoj przygodo….do zobaczenia za rok .
Dziękujemy wszystkim, którzy w wyprawie uczestniczyli, organizowali ją i służyli pomocą.


